Niesiemy ogień na ŚDM

Dzięki zaproszeniu wspólnoty DOM, mogliśmy wziąć udział w niezwykłych wydarzeniach podczas ostatnich Światowych Dni Młodzieży. Działo się tak dużo, że trudno o wszystkim w skrócie opowiedzieć. Poniżej tylko najmocniejsze historie.

Transformersi na ŚDM

Zanim jeszcze wyruszyliśmy w miasto, zanim założyliśmy ŚDMowe identyfikatory i odpowiednie koszulki, siedzieliśmy sobie nad Wisłą. Podszedł do nas – sam z siebie, niezaczepiany – chłopak. Od słowa do słowa, zaczął nam opowiadać o sobie i swoim życiu. Grzesiek mieszka w pewnym niezbyt wielkim mieście. Od razu powiedział nam, że jest alkoholikiem. I że strasznie mu zależało żeby przyjechać na Światowe Dni Młodzieży. Nie miał pieniędzy, ale uparł się. Zrobił sobie karteczkę z napisem “Jestem alkoholikiem i zbieram pieniądze, żeby pojechać na ŚDM”. Pieniądze zebrał. Ludzie, którzy go znali, byli zdziwieni, że nie wydał ich na alkohol. W pociągu do Krakowa Grzesiek trafił na siostry felicjanki. Okazało się, że akurat jedna z sióstr nie może jechać na ŚDM, i że jest wolne miejsce, więc siostry go ze sobą zabrały i pomagały mu najtrudniejszych momentach.

Grześkowi bardzo zależało na tym, żeby wytrwać i wytrzymać najcięższy czas po odstawieniu alkoholu. Zaproponowaliśmy mu modlitwę. Najpierw o uwolnienie od choroby. Potem o przyjęcie Ducha Św. Najtrudniejsze było chyba dla Grześka powiedzenie głośno, że Bóg go kocha, przyznanie, że ma wielką wartość w Bożych oczach. Ale gdy już to powiedział, to coś wielkiego się przełamało. Widać było, że gdy kończyliśmy rozmowę Grzesiek zupełnie inaczej wyglądał i mówił – jasno i z ogromną nadzieją. Zadzwoniliśmy też do jego rodziców, i powiedzieliśmy, że wierzymy, że w Grześka, jego przemianę i przełamanie choroby alkoholowej.

Po dłuższej rozmowie pożegnaliśmy się i poszliśmy na spotkanie organizacyjne wspólnoty DOM. Podzieliliśmy się – tak jak umówiliśmy się z Grześkiem – jego świadectwem. Okazało się, że ludzie z jednej ze wspólnot, która brała udział w tym spotkaniu spotkali siostry felicjanki z miasta Grześka, które opowiedziały im o Grześku i prosiły o modlitwę za to, żeby Bóg znalazł rozwiązanie jego sytuacji. Niezły zbieg okoliczności, jak na tyle set tysięcy ludzi ;).

Jesteśmy z Grześkiem w stałym kontakcie. Mówi, ze przetrwał najgorszy moment ‘syndromu odstawienia’, że wrócił mu apetyt (wcześniej nic nie mógł jeść), że rozgląda się za zajęciem. Relacje z bliskimi mu ludźmi też są coraz lepsze: pracuje ze wsparciem rodziny, lekarzy i Kościoła, żeby na trwałe wyjść z choroby. Podczas jednej z ostatnich rozmówi powiedział, że jeśli jedzie się gdzieś by spotkać się z Bogiem, to nie ma barier nie do pokonania. Zgodził się na to, żebyśmy opisali jego historię, bo może być świadectwem dla innych ludzi.

Po spotkaniu z Grześkiem mieliśmy okazję modlić się jeszcze za wielu ludzi i doświadczać niezwykłych przełomów i uzdrowień. Zaczęło się od tego, że pomodliliśmy się do Ducha Świętego o wskazanie nam osób, za które mamy się modlić i w niecałą minutę dostrzegliśmy 10-12 letniego chłopaka, który kulał. Zapytaliśmy się co stało z jego nogą. Dowiedzieliśmy się, że miał operację kostki, i że jest już całkiem dobrze, ale noga wciąż boli, gdy nią rusza. Zapytaliśmy czy możemy się pomodlić. Po krótkiej dezorientacji i otrzymaniu zgody rodziców i dziadków, z którymi chłopiec był na ŚDM przystąpiliśmy do działania. Modlitwa była krótka, dwa-trzy zdania w imię Jezusa. Zapytaliśmy się czy czuje różnicę. On zaczął sprawdzać, chwilę to trwało. Rodzice zaczęli nam dziękować za modlitwę, klepać po ramieniu i zbierali się do odejścia kiedy rozemocjonowany chłopak powiedział, że gdy podnosi stopę do góry to już nie boli, ale jeszcze jak zgina do dołu to czuje ból. Pomodliliśmy się raz jeszcze. Zapytaliśmy czy coś się poprawiło. Okazało się, ze ból zupełnie odszedł.

W kilka chwil po rozstaniu ze wspomnianą rodziną dostrzegliśmy kolejną kulejącą osobę. Podeszliśmy. Okazało się, że przyczyną kulenia było zwykłe otarcie stopy z powodu wielu przebytych kilometrów tego dnia. Po bardzo krótkiej modlitwie mężczyzna powiedział nam, że ból odszedł! Był jednak w takim szoku, że nie wiedzieliśmy czy żartuje, czy mówi prawdę. Zapytaliśmy: „Poważnie..??”. On na to: „Tak.. nie boli.. nic nie boli!!”. Odszedł nie kulejąc.

Oprócz tych uzdrowień Bóg dawał nam słowa prorocze, które w zupełnie niezwykły sposób otwierały serca osób, do których były skierowane. Mówił nam między innymi o żylakach, które miała pewna kobieta, i które – jak wierzymy – po modlitwie szybko znikły. Wskazywał osoby, do których potem podchodziliśmy, i które po kilku zdaniach zupełnie się otwierały na słowo dla nich, przyjmowały je i odchodziły zbudowane.

ŚDM to wielka impreza – pod każdym względem. Nie żałujemy ani chwili. Ani trudów pokonywania kilometrów w upale, ani spania na ziemi na kawałku folii. Jesteśmy bardzo wdzięczni wspólnotom, która zaprosiły nas do wspólnej, Bożej pracy. Cieszymy się, że mogliśmy modlić się o ludzi z tak otwartymi sercami, słuchać niezwykłego nauczania Franciszka – cieszyć się z innymi chrześcijanami ze wspólnego Ducha i nadchodzącego przebudzenia. A przed nami wszystkimi jest jeszcze dużo więcej!

autor: Mateusz Piotrowski
No comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *